Aida uratowała Mozarta

Aida uratowała Mozarta

Wojciech Giebuta

Kolejny wyjazd z cyklu Podróże z muzyką i winem zaczął się nad wyraz pechowo. Tuż po wylądowaniu w Mediolanie otrzymaliśmy wiadomość, że La Scala strajkuje i nasz spektakl został odwołany. A to przecież był najważniejszy, niemal jedyny powód, dla którego tu przylecieliśmy.

Oczywiście w Mediolanie można wspaniale spędzić czas i poza operą. To miasto słynące ze wspaniałych zabytków, z robiącą wrażenie monumentalną katedrą na czele. Jest też Ostatnia Wieczerza Leonarda, którą można podziwiać, gdy ma się odpowiednio wcześniej zarezerwowane bilety. Są doskonałe restauracje, w których warto zamówić nie tylko regionalne risotto czy ossobuco, ale i wyśmienite ryby, owoce morza czy mięsa z całych północnych Włoch. Zachwycają słynące na cały świat sklepy, butiki i domy mody. To wszystko nie mogło jednak zastąpić mozartowskiej inscenizacji w Teatro alla Scala.

Na szczęście Włochy to kraj opery i tu nietrudno o znalezienie okazji do wysłuchania dzieł Verdiego, Pucciniego czy Mozarta. Już kolejnego dnia pędziliśmy autostradą wzdłuż alpejskiego pogórza do Verony. Tu, w mieście Romea i Julii, od ponad stu lat odbywa się festiwal Arena di Verona. W starożytnym, liczącym niemal dwa tysiące lat amfiteatrze przez całe lato wystawiane są przedstawienia operowe. Tego wieczoru, przy widowni liczącej niemal dwadzieścia tysięcy osób, mogliśmy wysłuchać monumentalnej inscenizacji Aidy. Magiczna atmosfera miejsca, majestatyczne dekoracje i ponad czterystuosobowy zespół wykonawców sprawiły, że przedstawienie na długo utkwiło w pamięci uczestników wyjazdu.

Zapewne nadarzy się jeszcze niejedna okazja, by wybrać się do La Scali, ale – póki co – w przyszłym roku ponownie wybierzemy się do znacznie przychylniejszej dla melomanów Verony.

Nasze relacje z podróży