Carménère, malbec czy tannat? Poproszę wszystkie trzy!

Carménère, malbec czy tannat? Poproszę wszystkie trzy!

Dorota Romanowska

Tango, carménère, asado, malbec, yerba mate, tennat, empanadas… A cóż to wszystko znaczy? 1 marca ruszyliśmy do Ameryki Południowej, aby rozwiać wątpliwości dotyczące kultury winiarskiej tego kontynentu.

Naszą przygodę zaczęliśmy w Chile od odwiedzin w dolinie Casablanca, małej, butikowej wytwórni Terra Noble. Nasze blade twarze, zmęczone długa podróżą i krajową zimą  rozpromieniały się z minuty na minutę widząc żyzną dolinę słynąca z produkcji białego wina skąpaną w pięknym, popołudniowym słońcu. Czyste błękitne niebo, bez jednej chmury, temperatura w okolicach 30 stopni. Siedząc na wzgórzu pod dachem słomianej pergoli, delektowaliśmy się chłodnym sauvignon blanc podjadając dojrzałe, lokalne owoce, obserwując setki krzewów winnej latorośli.

Przez cztery dni spotykaliśmy się z pięknem tego niezwykłego kraju, gościnnością jego mieszkańców i wybitnie wysoką jakością win oraz lokalnych produktów. Podziwialiśmy wszechobecne, potężne Andy zmierzając do zjawiskowo pięknej winnicy La Palmería w dolinie Rapel. Dotarliśmy do winnicy Viña La Rosa, gdzie mieliśmy okazję próbować świeżego chardonnay wprost ze zbiorników fermentacyjnych. Był też polski akcent naszej przygody: Viñedo Alta Alcurnia w dolinie Colchagua prowadzone przez polskie małżeństwo Małgorzatę i Tomasza Wawruch.

Argentyna przywitała nas widokiem najwyższego szczytu obu Ameryk (Aconcagua  – 6962 m n.p.m.). Pierwszego dnia wieczorem wybraliśmy się na spacer na główny plac Mendozy. W restauracji Azafrán już czekano na nas z kolacją – doskonałe potrawy z lokalnych składników, a w karcie wybór ponad 300 win argentyńskich.
Rano pojechaliśmy się do dwóch winnic: Bodegi Foster znanej z doskonałych win ze szczepu malbec oraz Mauricio Lorca uwodzącego doskonałym torrontesem i soczystym cabernetem sauvignon.
Najpoważniejszym wyzwaniem okazało się Buenos Aires. Wyzwaniem, gdyż to niełatwe w odbiorze miejsce. Gigantyczna metropolia, żyjąca swoim własnym, czasem trudnym do zrozumienia życiem, metropolia niewyobrażalnych kontrastów; skrajnego bogactwa i skrajnej nędzy. Magnetyzm miasta jednak zadziałał. Wieczorem, po dniu spędzonym na zwiedzaniu i zakupach, ruszyliśmy na spotkanie z prawdziwym tangiem argentyńskim do Esquina Carlos Gardel, światowej mekki miłośników tego tańca. Tam, przy wykwintnej kolacji z kieliszkiem doskonałego wina i przy akompaniamencie prawdziwej, kilkuosobowej orkiestry mogliśmy podziwiać profesjonalnych tancerzy.

Do Urugwaju dostaliśmy się szybkim promem z centrum Buenos. Z portu w Colonia del Sacramento wyruszyliśmy do stolicy tego kraju, Montevideo. Miasto sprawiało wrażenie wyludnionego, miejsca które swoją świetność ma za sobą. Nic bardziej mylnego; do Urugwaju ściąga coraz więcej turystów z całego świata. Ten spokojny kraj jest idealną odskocznią od upalnej Argentyny lub szalonej Brazylii.
Wieczorem odwiedziliśmy zaprzyjaźnioną bodegę Carrau znaną z jakościowych win i doskonałego tannata. Rano pojechaliśmy na punkt widokowy, z którego widać piękną panoramę Montevideo. Następnie dotarliśmy do centrum miasta i spacerowaliśmy leniwie po uliczkach stolicy. Wędrówkę skończyliśmy na Mercado del Puerto, obowiązkowym miejscu na obiad w stylu urugwajskim. Po południowym odpoczynku pojechaliśmy z wizytą na wieś do wytwórni Ariano, degustować wina wytwarzane przez kolejne pokolenie rodziny włoskich emigrantów. Do wytwórni rodziny Toscanini, trafiliśmy już po zachodzie słońca. Długie ławy ustawione obok oliwnego sadu, żarówki w blaszanych kloszach, ćmy lecące do światła, grające głośno świerszcze… Naszą podróż kończyliśmy biesiadując w tym uroczym, winiarskim zaułku, kosztując kolejnych win, posilając się bogatym asortymentem lokalnych serów, wędlin i oliwek, słuchając winnych opowieści.

Setki zrobionych zdjęć i wiele pozytywnych wrażeń będzie nam przypominało ten wspaniały kontynent. A gdy złapie nas zimowa chandra jest zawsze carménère, malbec i tannat.

Autor relacji: Oliver Kosecki

Nasze relacje z podróży