Dziko i ekstremalnie

Dziko i ekstremalnie

Dorota Romanowska
wrzesień 2022

Relacja z wycieczki do Katalonii – wrzesień 2022 roku

Pierwsza wycieczka Klubu Domu Wina do Katalonii udała się wybornie – było pięknie, pysznie, a czasami wręcz ekstremalnie! Dzięki niej pojęliśmy specyfikę powstających w Prioracie win, a także zgłębiliśmy tajniki produkcji najsłynniejszych musujących win Półwyspu Iberyjskiego o nazwie cava, w przytłaczającej większości powstających właśnie w Katalonii.

Wbrew obawom związanym ze strajkami linii lotniczych, wycieczka rozpoczęła się zgodnie z planem – o czasie wylot do Monachium, a potem, także bez przeszkód, przelot do Barcelony. Cóż, nastały takie czasy, że człowiek zaczyna doceniać rzeczy, które wcześniej przyjmował jako oczywiste… Na lotnisku w Barcelonie rozpoczęła się zatem nasza podróż po najważniejszych winiarskich zakątkach tej niesamowitej wspólnoty autonomicznej Hiszpanii o kilku co najmniej twarzach. Nam dane było poznać jej najbardziej chyba dzikie oblicze, które prezentuje zagorzałym miłośnikom swych najwspanialszych win rodzących się w dzikich ostępach Prioratu. Jest to obszar raczej rzadko odwiedzany przez standardowych turystów, jako że oni przede wszystkim koncentrują uwagę na wybrzeżu, pozostawiając położone w głębi lądu terytoria we względnym spokoju. A to właśnie one znajdowały się w głównym kręgu naszych zainteresowań.

Zaczęliśmy dość klasycznie, niejako po drodze z Barcelony, od wizyty u producenta znakomitych win musujących w Penedès. W Mont Marçal niektórzy z uczestników wycieczki po raz pierwszy zapoznali się ze sposobem produkcji win musujących metodą klasyczną polegającą na wtórnej fermentacji win w butelkach, podczas której pozyskuje się cenne i przez wielu nader upragnione bąbelki. Bardzo szybko doświadczyliśmy, jak doskonale sprawdzają się w roli orzeźwiającego wina podczas aperitifu w cudownie słoneczny, upalny letni dzień, a także jak świetnie radzą sobie podczas posiłku towarzysząc znakomitym katalońskim przysmakom. Teraz nikogo z nas nie trzeba przekonywać, że spokojnie można je podawać do rozmaitych dań nie narażając się na sommelierską wpadkę.

Późnym popołudniem dotarliśmy do naszej bazy w Prioracie – niewielkiego miasteczka Falset. Znajomość z nim rozpoczęliśmy od odwiedzenia szczególnej spółdzielni, której winiarnia mieści się w budynku wyglądem przypominającym najprawdziwszą katedrę. Oprócz powstających w niej win z apelacji Montsant miejsce to słynie z długiej tradycji wyrobu znakomitych wermutów. Naturalnie spróbowaliśmy wszystkich lokalnych specjałów z pysznymi oliwkami i takąż oliwą włącznie, by ze spokojem zakończyć ten pełen wrażeń, bardzo długi dzień, w hotelu w Falset. A koniecznie trzeba było nabrać sił przed kolejnym, arcyciekawie się zapowiadającym.

Plan napięty mieliśmy do granic przyzwoitości – zaczynaliśmy od wizyty w winiarni najbardziej chyba znanego winiarza nie tylko Prioratu, ale prawdopodobnie całej Hiszpanii – Álvara Palaciosa. Punktem pierwszym był objazd winnic, którego zwieńczeniem było dotarcie do tej najważniejszej, dostarczającej winogrona na najsłynniejsze wino kraju – legendarną już L’Ermitę. Obsadzona stuletnimi krzewami garnachy, położona na stromo opadającym w dół zboczu winnica robi wrażenie ogromne; krajobraz zapiera dech w piersiach. Z wielkim trudem ustawiliśmy się do grupowego zdjęcia, tak duży był spadek terenu. Zjazd terenowymi Toyotami po super krętych, wąskich drogach dostarczył wszystkim ekstremalnych wrażeń; jeden z naszych pojazdów doznał nawet otarcia o wystający murek. To się nazywa objazd po winnicach! Pełni wrażeń, już bezpiecznie w winiarni z fantastycznym widokiem na Gratallops – winiarską stolicę Prioratu – przystąpiliśmy do degustacji win powstających z owoców oglądanych wcześniej winogradów. Szczególnie intersująco wypadły próbki beczkowe ostatnich roczników win Gratallops Vi de Vila, Finca Dofí i La Baixada. Zorganizowano nam prawdziwą degustację „en primeur”! Wina ogromnie przypadły wszystkim do gustu, bo zapowiadają się doprawdy znakomicie!

W winiarni Álvara Palaciosa moglibyśmy spędzić kolejnych kilka godzin, ale nasz napięty plan wymógł na nas opuszczenie tych gościnnych progów. W malowniczo rozlokowanym na sąsiednim wzgórzu Gratallops czekał bowiem pyszny lunch, zatem bez protestów zapakowaliśmy się do busika. Posiłek przebiegł w fantastycznej atmosferze, ale nie mogliśmy przeciągać go w nieskończoność, jako że w winiarni Scala Dei oczekiwano nas z kolejnymi winami, chyba najbardziej związanymi z winiarską historią regionu. To bowiem kartuzi w XII wieku na większą skalę jako pierwsi rozpropagowali uprawę winorośli w Prioracie, zatem czego jak czego, ale odwiedzin w tej winiarni nie mogliśmy sobie odmówić. Podobnie zresztą jak i zwiedzania ruin położonej nieopodal kartuzji.

Na co jak na co, ale na brak wrażeń i doskonałych win tego dnia narzekać nie mogliśmy na pewno. Podobnie jak i kolejnego, który rozpoczęliśmy od wizyty w nieprawdopodobnej urody opactwie cysterskim w Poblet, by potem bardzo krętymi drogami udać się do malowniczo zawieszonej nad przepaścią miejscowości Siurana. Roztaczających się z niej widoków nie sposób zapomnieć! Podobnie jak i smaku legendarnej L’Ermity, której zaszczytu degustacji dostąpiliśmy w znakomitej restauracji Celler de l’Aspic w Falset. Kolejnego dnia wyprawy, zataczając koło, skierowaliśmy się w stronę Barcelony, z której następnego dnia mieliśmy rozpocząć drogę powrotną do domu, ale po drodze do zrealizowania był jeszcze jeden obowiązkowy punkt programu – wizyta w stolicy katalońskich win musujących Sant Sadurni d’Anoia, a konkretnie w rodzinnej winiarni jednego z najważniejszych producentów cavy – Agustiego Torelló Mata. Wyjątkowe jest to miejsce, gdzie tak sama winiarnia, jak i powstające w niej naprawdę doskonałej jakości cavy, z tą najsłynniejszą – Kriptą – na czele, dopracowane są w najdrobniejszym szczególe.

Wspomnienie tej ostatniej podczas katalońskich peregrynacji degustacji przy suto zastawionym regionalnymi pysznościami stole wśród krzewów winorośli w piękny, ciepły słoneczny dzień na pewno pomoże w optymistycznym nastroju przetrwać jesienną szarugę, która zawitała do naszego kraju w tym roku jakoś tak zaskakująco wcześnie…

Dorota Romanowska

Z wykształcenia iberystka, redaktorka magazynu „Czas Wina”, posiadaczka międzynarodowego tytułu WSET Level 3, pilot wycieczek enoturystycznych z wieloletnim doświadczeniem.

Nasze relacje z podróży