Castello di Meleto

Wojciech Giebuta

W Toskanii gdziekolwiek byś spojrzał, na jakimkolwiek wzgórzu stanął, zawsze zobaczysz jakąś willę lub castello otoczone winnicą, a wśród zaoranych pól odszukasz wijącą się drogę, wysadzaną cyprysami. Albumy i przywożone z Włoch kalendarze nie kłamią – tu na każdym kroku jest pięknie.

Wszystkie cechy pięknej Toskanii skupia  w sobie Castello di Meleto. Można podziwiać stąd niezwykłe krajobrazy i widoki na inne posiadłości. Na terenie samego zamku zwiedzać historyczne sale pełne fresków i obrazów. A korzystając z zaproszenia tutejszej restauracji – zjeść fantastyczny obiad, uzupełniając go doskonałymi winami.

Siedziba Ricasolich

We wczesnym średniowieczu zamek należał do benedyktynów, którzy przybyli tu z klasztoru w Coltibuono. Nazwa „Meleto in Chianti” po raz pierwszy pojawiła się w 1269 roku we florenckiej Libro degli Estimi, własności rodziny Ricasoli. Z tą znamienitą rodziną wiąże się zarówno kolejne osiem wieków historii zamku, jak i całej niemal Florencji.
Potężna rodzina, której członkowie tytułowali się baronami, otrzymała od władających Toskanią Medyceuszy zadanie obrony granic Florencji przed walczącą z nią wówczas Sieną. Zamek Meleto, który do XV wieku miał status twierdzy granicznej, był wielokrotnie oblegany, zdobywany i okupowany przez rozmaite wojska.
W XV stuleciu, kiedy Florencja i rządzący w niej  Medyceusze ostatecznie przejęli władzę w tej części Włoch, rodzina Ricasoli odzyskała twierdzę.  W wiekach późniejszych, gdy zamek stracił znaczenie militarne, mieszkający we Florencji baronowie postanowili zmienić go w letnią rezydencję, którą możemy podziwiać obecnie. Są to wspaniałe reprezentacyjne sale ozdobione XVIII-wiecznymi polichromiami pełnymi ornamentów, kwiatów, herbów i portretów rodziny Ricasoli.
Wtedy też zostały założone rozległe ogrody, które wraz z winnicami otaczają zamek. Unikatem w skali światowej jest urządzony w 1742 roku teatr dworski, zachowany w niemal nienaruszonym stanie. Posiadłość była główną siedzibą rodziny aż do połowy XIX wieku, gdy po ślubie Alberto Ricasoli przeniósł się do położonego nieopodal Castello Brolio, który jako wiano otrzymała jego żona.
Wiano to było nie byle jakie, bo nowa siedziba miała ponad sto pokoi, czyli niemal dwa razy tyle, ile skromniejsze nieco Meleto. Od tamtej przeprowadzki posiadłość, choć nadal pozostawała w rękach rodziny, zaczęła podupadać i tracić swą wartość. W drugiej połowie ubiegłego stulecia zamek wraz z otaczającymi go winnicami został kupiony przez konsorcjum Vinicola Toscana. Pod troskliwą opieką nowych właścicieli zarówno zabytkowe budynki, jak i winnice zostały poddane gruntownej renowacji. Zmieniona została także jakość i charakter tutejszych win.

Wesołe serce z wina się rodzi

Niezapomnianym przeżyciem w Meleto jest wieczór spędzony w komnatach zamkowych. Przez oświetlony pochodniami dzieciniec gości prowadzą trubadurzy. Ubrani w renesansowe stroje grają na bębnach, fletach i lirach, wprowadzając wszystkich w uroczysty nastrój.
Kolacja zaczyna się aperitifem podawanym w sali portretowej. Z zawieszonych na ścianach portretów dumnie spoglądają ubrani w pudrowane peruki włoscy arystokraci. Na początek podaje się wina białe lub musujące oraz wybór toskańskich przekąsek. Są to wędliny, wyśmienity ser pecorino, duszone karczochy i oliwki zbierane ubiegłej zimy.
Po chwili znowu słychać muzykę, która prowadzi do najpiękniejszej z zamkowych komnat – sali balowej ozdobionej herbem rodziny Ricasoli, namalowanym nad kominkiem. Tu przy bogato dekorowanych stołach czeka na gości prawdziwa uczta. Na początek podaje się naturalnie makaron – tym razem lasagne z mięsnym ragoût, następnie gęstą zupę ze świeżych pomidorów oraz pieczeń cielęcą z ulubionym przez Toskańczyków zielonym groszkiem.
Na deser oczywiście cantucci, czyli tradycyjne podsuszane ciasteczka z migdałami. Najlepiej smakują, gdy moczy się je w vin santo, słodkim winie wytwarzanym z suszonych winogron ze szczepów malvasia i trebbiano. Na zakończenie uczty podaje się doskonałą kawę, a dla chętnych grappę, którą każda licząca się toskańska winiarnia mieć powinna.
Pod koniec wieczoru muzykanci śpiewają  A lieta vita. Ta renesansowa pieśń, napisana przez anonimowego poetę, wychwala miłość jako przyczynę wszelkiego szczęścia. Warto wiedzieć, że istnieje polskie tłumaczenie tego utworu. Jednak w naszym języku poeta zastąpił miłość winem. I w ten sposób z włoskiej canzony o miłości powstał utwór wychwalający wino jako przyczynę wszelkiego dobra  i radości. I niech tak już pozostanie. Wznieśmy zatem kielichy, śpiewając:

Chcemy li sobie być o tej dobie
dobrej myśli drużyną.
Melankolija niechaj stąd mija,
a ty się przymknij wino.
Wesołe serce z wina się rodzi,
kto wodą pełni, ten na śmierć godzi
(…)

Nasze relacje z podróży