Dwie siostry

Dorota Romanowska

Są takie zakątki na świecie, do których można wracać wielokrotnie i bynajmniej się nimi nie znudzić. Ba, można odwiedzać co jakiś czas dokładnie te same miejsca i za każdym razem odkrywać je na nowo, zachwycając się ich nieprzemijającym pięknem. Wśród naszych winiarskich destynacji takim miejscem na pewno jest Toskania, do której wracaliśmy już nie raz i nie dwa. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić ją we wrześniu, a naszą toskańską wyprawę dodatkowo wzbogacić o wypad do położonej po sąsiedzku Umbrii.

Zupełnie zrozumiałą koleją rzeczy wyprawę zaczęliśmy od Chianti – serca Toskanii, gdzie zwyczajowo ulokowaliśmy się w Castello di Meleto stanowiącym doskonałą bazę do zwiedzania okolicy. Położony naturalnie na wzgórzu, wśród winnic, autentyczny średniowieczny zamek z przyległościami ma za sobą bujną historię. Najważniejsze, że dziś oprócz podziwiania zabytkowych zabudowań można spróbować powstających w położonej u podnóży wzgórza winiarni  doskonałych win, które, jak się przekonaliśmy, smakują wyśmienicie zarówno podczas profesjonalnej degustacji, jak i romantycznej kolacji pod gwiazdami w zamkowym parku. Winiarska czy nie, podróż po Toskanii byłaby zdecydowanie  niekompletna bez odwiedzenia dwóch wspaniałych, każdego na swój sposób, odwiecznie ze sobą rywalizujących miast – Florencji i Sieny. Koniecznie też musieliśmy spróbować in situ najbardziej poważanego toskańskiego wina powstającego w okolicach malowniczo położonego na wzgórzu, a jakże, miasteczka Montalcino. Brunello być może nie należy do najłatwiejszych w odbiorze win (cóż, sangiovese in purezza), ale po degustacji w posiadłości Ciacci Piccolomini nie było wśród nas ani jednej osoby, która nie doceniłaby jego wyjątkowości, finezji i klasy. Chociaż podczas wycieczki skupialiśmy się głównie na winach, których w Toskanii doprawdy jest w bród, nie omieszkaliśmy popróbować także cudownie prostej, ale jakże smakowitej lokalnej kuchni i serów. Przepyszny, przyrządzany w ogromnym serowym kręgu makaron tagliatelle w restauracji 13 Gobbi na pewno na długo pozostanie w naszej pamięci. Podobnie jak znakomite sery peccorino, degustowane w sąsiedztwie jednego z najpiękniejszych toskańskich miasteczek – Pienzy. Wielu wrażeń dostarczyła nam też podróż do położonej nieopodal Umbrii. Chociaż graniczy z Toskanią, bardzo się od niej różni. Toskania jest delikatna, wręcz wymuskana przez człowieka. W porównaniu do niej Umbria jawi się jako szorstka, nieujarzmiona kraina. Jej winnice sprawiają wrażenie bardziej rozczochranych niż toskańskie, a nawet owce wydają się ciemniejsze, bardziej mroczne. Zdaje się  wiekowa, niedokończona, ciągle w fazie tworzenia; melancholijna i stara jak świat. Do tego wszystkiego może poszczycić się winem doprawdy wyjątkowym – powstającym z niespotykanej nigdzie indziej na świecie, a występującej na jej terytorium przynajmniej od tysiąca lat, odmiany sagrantino.  Ze wszystkich winogron towarowych posiada najwięcej tanin na świecie i nawet tannat w porównaniu z sagrantino wysiada w przedbiegach. Nie wiadomo skąd się wzięło w środkowych Włoszech, bo dotąd nie znaleziono żadnego jego krewnego! Nie ma nic wspólnego z żadną włoską czy europejską odmianą. Za sprawą sagrantino do cech Umbrii możemy zatem dopisać jeszcze jedną – tajemniczość. Z powodu zaś katedry w Orvieto czy bazyliki św. Franciszka w Asyżu bez dwóch zdań możemy tę krainę obdarzyć mianem zupełnie wyjątkowej, gdyż cudów podobnej klasy ze świecą szukać na świecie. Warto zdać sobie z tego sprawę, gdyż Umbria położona jest całkiem niedaleko…

Nasze relacje z podróży