Zanurzyć się w zieleni

Zanurzyć się w zieleni

Dorota Romanowska
maj/czerwiec 2018

Relacja z wyjazdu Wina z Kraju Basków, który odbył się w maju/czerwcu 2018 roku.

Tak się jakoś dziwnie składa, że położony na północy Półwyspu Iberyjskiego Kraj Basków w bardzo umiarkowanym stopniu znany jest szerszej publiczności. Na tamtejszych plażach wyleguje się latem niewielu przybyszów z obcych stron, za to mieszkańców z innych części Półwyspu można tu spotkać w obfitości. Nie od dziś ten skąpany w soczystej zieleni obszar stanowi ich ulubione letnisko. Może jednak okazać się, że po naszej wyprawie w tamte strony liczba osób zakochanych w tej fascynującej krainie gwałtownie wzrośnie.

Miłośnicy win czerwonych Kraj Basków, nader słusznie, postrzegają przez pryzmat doskonałych tempranillo z dodatkami, lub bez, powstających w prowincji Álava. Entuzjaści niecodziennej bieli z rozmarzeniem wspominają degustacje narodowego baskijskiego specjału txakoli , w niczym nie przypominającego białych win powstających w innych częściach Hiszpanii. Chyba najbliżej mu stylem do portugalskiego vinho verde. W klasycznym wydaniu jest wyjątkowo lekkie, delikatnie musujące, o głębokim lecz ulotnym zapachu i bogatym cytrusowo-kwiatowym bukiecie. Świetnie łączy się z delikatnymi potrawami, w szczególności z owocami morza i morskimi rybami, których w Kraju Basków praktycznie wszędzie jest pod dostatkiem. Tyle, że ta najbardziej klasyczna wersja txakoli powoli, ale sukcesywnie, odchodzi do lamusa zastępowana przez kompletne wina o poważniejszej budowie, wyższym poziomie alkoholu i większej aromatycznej głębi. I właśnie z takimi winami mieliśmy do czynienia podczas pierwszej wycieczki Klubu Domu Wina w te strony. Odwiedziliśmy winiarnię Gorka Izagirre, a niejako przy okazji zjedli zupełnie wyjątkowy, z wielkim pietyzmem przygotowany lunch w należącej do bodegi i szczycącej się gwiazdką Michelina restauracji Eneko. A jako że Kraj Basków słynie z obfitości restauracji posiadających i trzy gwiazdki, postanowiliśmy pójść za ciosem i kolejnego dnia kolację spożyć w jednej z nich. Pozostały nam po niej trudne do opisania doznania i wspomnienie idealnie dobranych do wyszukanych dań win, spośród których bezapelacyjnym numerem jeden okazała się zupełnie wyjątkowa, zrobiona w iście burgundzkim stylu Garnacha Jiménez-Landi Piélago 2015 z apelacji Méntrida.

Właściwie to podczas tej jednej wycieczki zawarliśmy znajomość z dwoma północnymi prowincjami Hiszpanii; oprócz oczywistej wizyty w Kraju Basków i celu naszej podróży, odwiedziliśmy także cudownej urody Kantabrię, której wspomnienie już chyba na zawsze w pamięci będzie pojawiać się za sprawą zatrzymanego w czasie, urokliwego miasteczka Santillana del Mar stanowiącego pierwszy przystanek w tej niezapomnianej podróży. A był to dopiero początek, gdyż czekało na nas zupełnie wyjątkowe, mamiące atrakcjami Bilbao, zgodnie z planem pełniące funkcję bazy wypadowej. 

Bardzo szybko, podczas wycieczki do San Juan de Gaztelugatxe, dostąpiliśmy zaszczytu poznania specyfiki lokalnego klimatu. Niestety, ale przyswojone przed wyjazdem informacje na jego temat okazały się prawdą. Kraj ten, chociaż powierzchniowo niewielki, jest pod wpływem dwóch stref klimatycznych. Na północy klimat jest typowo atlantycki, co sprawia, że tamtejsze tereny przeważnie skąpane są w deszczu. Tym samym dotarłszy do ikonicznego, bardzo pocztówkowego miejsca nie zobaczyliśmy praktycznie nic, gdyż zarówno wyspa, jak i kapliczka templariuszy oraz prowadząca doń droga skąpane były w gęstej mgle. Tyle, że z czasem mgła zaczęła się podnosić, a oczom z wolna ukazywał się nieprawdopodobny widok znany z większości materiałów reklamujących Kraj Basków. Wyłaniał się z mgły w pełnym tego słowa znaczeniu. Doprawdy, było na co czekać. Następnego dnia, udając się do winiarskiego zagłębia win czerwonych przekonaliśmy się o prawdziwości informacji, że obszary południowe zajmowane przez prowincję Álava znajdują się pod wyraźnym wpływem klimatu śródziemnomorskiego. I rzeczywiście, po przejechaniu gór, znaleźliśmy się w innej krainie; chmury wraz z deszczem zostały na północy, a przed nami rozciągały się nader bliskie sercu tereny – łagodne zbocza porośnięte ciągnącymi się, jedna za drugą, winnicami. Czasu i energii starczyło akurat na trzy wizyty i degustacje, tak by po powrocie do Bilbao odwiedzić jeszcze słynne Muzeum Guggenheima i nabyć kilka kulinarnych „pamiątek” z fantastycznym serem owczym Idiazabal na czele.

Nasze relacje z podróży